Obserwując obraz dzisiejszych światowych rynków kapitałowych przypomina mi się historia Josepha P. Kennedy’ego, twórcy fortuny rodziny Kennedy oraz ojca Prezydenta USA Johna Kennedy’ego. Kennedy dorobił się majątku jeszcze przed trzydziestym rokiem życia, inwestując na rynku akcyjnym na Wall Street. Jak większość majętnych amerykańskich inwestorów, Joseph mocno dbał o swój wygląd i każdego dnia korzystał z usług lokalnego pucybuta.

Pewnego słonecznego poranka, pucybut poprosił Josepha o możliwość odsprzedaży małego pakietu akcji. Stwierdził, że skoro wszyscy zarabiają na giełdzie, to również on chce zainwestować swój skromny dorobek i pomnożyć swoje oszczędności. Milioner doszedł do wniosku, że skoro osoby z najniższej warstwy społeczeństwa kupują akcje to oznacza, że są one już mocno przewartościowane i należy jak najszybciej pozbyć się wszystkich pakietów. Tym sposobem uniknął krachu giełdowego, który rozpoczął się w październiku 1929 roku, trwał cztery lata i pochłonął całe majątki większości inwestorów.

Historia pokazuje, że inwestorzy szybko zapominają o przeszłości i cyklicznie powtarzają te same błędy. Oczywiście jestem daleki od twierdzenia, że czeka nas ponowny Wielki Kryzys, jednak doświadczenie nauczyło mnie, że ostrożność powinna być w chwili obecnej priorytetem.

 

SPOJRZENIE NA TERAŹNIEJSZOŚĆ

6 marca 2017 roku będziemy świętować ośmiolecie hossy w Stanach Zjednoczonych. Dla przykładu, w tym okresie indeks S&P500, obejmujący 500 największych spółek USA, wzrósł o 362%. Dla porównania ostatnia hossa trwająca od 2002 roku do 2007 roku dała zarobić 206% i zakończyła się blisko sześćdziesięcioprocentowymi spadkami.

SP500

Innym przykładem jest amerykański indeks Dow Jones, który w ostatnim czasie pobił swój rekord stulecia. Tak dynamicznego wzrostu i pobijania kolejnych rekordów nie było w USA od 100 lat. Jest drogo. Do tej pory amerykańskie akcje były droższe tylko dwa razy: przed Wielkim Kryzysem w 1929 roku i podczas bańki internetowej na przełomie XX i XXI wieku.

 

SZUKAJĄC KUPUJĄCYCH:

Kiedy przyjrzymy się strukturze transakcji na Wall Street, ewidentnie widać, że najwięksi gracze rynku akcyjnego już zarobili wystarczająco i zdecydowali się powoli realizować zyski. Muszą jedynie znaleźć chętnych, którzy kupują drogie akcje:

ks
Źródło: https://twitter.com/gmalisze/status/836130067642257408/photo/1

Powyższy wykres prezentuje strukturę kupna i sprzedaży akcji w podziale na poszczególnych inwestorów. Dwa pierwsze wykresy obrazują sprzedaż akcji wśród funduszy hedgingowych oraz klientów instytucjonalnych. Natomiast ostatni wykres pokazuje kupno akcji przez drobnych klientów indywidualnych, czyli osoby, które wchodzą na rynek w ostatniej fazie hossy.

Podobna sytuacja ma miejsce w Polsce, gdzie w styczniu masowo napływały środki do funduszy akcyjnych:

fundusze

 

KUPUJ KIEDY LEJE SIĘ KREW, SPRZEDAWAJ KIEDY TAKSÓWKARZ MÓWI O AKCJACH

Bardzo dobrze pamiętam co się działo w mediach w 2007 roku. Wszędzie mówiono o hossie, łącznie z tym, że taksówkarze podczas rozmów w samochodzie podpytywali się w co warto zainwestować. Czekałem w tym roku na powtórzenie tego scenariusza. Po kilku informacjach w wiadomościach telewizyjnych oraz portalach informacyjnych skierowanych do szerokiego spektrum odbiorców dotyczących hossy na Giełdzie Papierów Wartościowych, zapaliło się u mnie czerwone światło na dalsze inwestycje w rynek akcyjny. Blisko 10 lat temu, na kilka miesięcy przed końcem hossy, postanowiłem wycofać się z rynku akcyjnego. Ominął mnie wprawdzie istny rajd byków i spory zarobek, jednak jesienią 2007 roku nie musiałem zastanawiać się czy jesteśmy obserwatorami korekty, czy może trend ulega zmianie. Spokojnie spoglądałem na rynek akcyjny przez blisko 1,5 roku i ponownie wszedłem na parkiet, kiedy do opinii publicznej trafiały informacje, że rynek akcyjny bije rekordy bessy i wszyscy inwestorzy tracą. Kiedy leje się krew i na parkietach widać tylko czerwony, spadkowy kolor, to moment nad rozważaniem zakupu akcji. Na ten moment mam wrażenie, że wszyscy zapomnieli o ryzyku, zapomnieli o 2007 roku i wchodzą w pęd akcyjny, licząc na łatwy zysk. Nie mam tu na myśli tylko klientów indywidualnych, ale całe środowisko finansowe począwszy od doradców, redaktorów finansowych, obserwatorów, a kończąc na zarządzających funduszami inwestycyjnymi.

 

SYTUACJA W POLSCE

Wiele osób, szczególnie na portalach społecznościowych, opisuje aktualne wzrosty na Giełdzie Papierów Wartościowych jako początek hossy, która rozpoczęła się ponad rok temu. Powstają teorię, że jest to dopiero początek wzrostów i należy szybko wchodzić na giełdę, ponieważ czekają nas tłuste lata. Giełdy w Stanach Zjednoczonych odpowiadają za ponad 50% kapitalizacji wszystkich giełd na świecie, dlatego bez kozery mówi się, że kiedy Stany kichną, to Europa ma katar. Kiedy porównamy WIG z S&P500 zobaczymy, że kilka lat światowej hossy nas ominęło i jest to strata, którą ciężko odrobić. Kiedy rozpocznie się okres spadkowy w USA, to ciężko będzie utrzymać w Polsce hossę, ponieważ korelacja w trakcie bessy jest stosunkowo wysoka.

wig i sp

Podczas bessy w USA niewiele pomogą twierdzenia, że spółki na naszym parkiecie są tanie. Pamiętajmy, że zawsze mogą być tańsze.

 

KUPUJEMY WSZYSTKO, LEKCEWAŻĄC WYNIKI FINANSOWE

Ciekawe zachowanie inwestorów można było zaobserwować podczas ostatniej emisji akcji Snap Inc, właściciela mobilnej aplikacji Snapchat. Popyt na akcje spółki w pierwszym dniu notowań był tak duży, że akcje wzrosły o 45%. Kapitalizacja spółki zwiększyła się do blisko 35 mld $. Inwestorów nie przestraszył fakt, że spółka do tej pory nie odnotowała w żadnym roku zysku. Przypomina mi to sytuację z bańki internetowej, kiedy ceny spółek internetowych szybowały w górę mimo braku zysku i realnego majątku. Sprzedawało się wszystko, co było powiązane z sektorem IT.

 

PODSUMOWANIE

To, co będzie się działo w najbliższych miesiącach, stoi pod dużym znakiem zapytania. Możemy mieć do czynienia z kilkoma miesiącami sporych wzrostów na światowych parkietach, a następnie z załamaniem i powtórzeniem standardowej historii kończącej euforie na rynkach. Może się okazać, że będziemy obserwować spokojne wzrosty trwające kilka lat. Rynek finansowy jest trudny w prognozowaniu, szczególnie kiedy racjonalne myślenie zostaje przyćmione sporą dawką emocji. Bez względu na finalny przebieg zdarzeń, doświadczenie nauczyło mnie, że w najbliższym czasie należy zachować wyjątkowo duży poziom ostrożności i stopować swój optymizm. Historia pokazała, że każda hossa zawsze się kończy, niosąc z sobą dotkliwe straty finansowe, szczególnie wśród niepoprawnych optymistów.

 

Niniejsza publikacja nie jest rekomendacją inwestycyjną w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi, a jedynie zbiorem własnych obserwacji i doświadczeń.